niedziela, 28 września 2014

Rozdział pierwszy - Samotność na pustkowiu od tej w tłumie różni się ciszą.

- Nie- powtórzył po raz kolejny dzisiejszego wieczora, a jego głos nie wyrażał żadnych emocji. Przetarł ręką oczy i wygodniej usiadł na bogato zdobionym krześle. Ledwie powstrzymał się od ziewnięcia. Właściwie cała ta sytuacja wydawała mu się strasznie nużąca. Wałkowali ten sam temat, kolejny wieczór, a spór zawsze kończył się tak samo. Ona jednak nie dawała za wygraną. Stała teraz z założonymi rękami pośrodku komnaty, czarne włosy opadały na jej blade ramiona, a szare oczy błyszczały pod wpływem emocji.
- Nie rozumiesz. Naprawdę nie rozumiesz- westchnęła.- Powtarzasz mi, że powinnam rozwijać swoje, niby niezwykłe, umiejętności a potem uniemożliwiasz mi dostęp do nauki. Prawdziwej nauki.
- Cassandro- imię pierworodnej wymówił niezwykle cicho, jakby była niegrzeczną dziewczynką, którą trzeba czegoś nauczyć.- Wiesz, że nie lubię się powtarzać. Ale zrobię wyjątek. Ten jeden, ostatni raz.
Patrzyli sobie w oczy przez dłuższą chwilę. Żadne z nich nie miało zamiaru odpuścić.
- Jesteś zdolną, młodą czarownicą- kontynuował.- I z pewnością w przyszłości odziedziczysz po mnie wielki majątek. Jednakże z mocą i władzą wiążą się pewne niebezpieczeństwa, których teraz nie rozumiesz. Moi wrogowie mogliby chcieć cię wykorzystać, a wtedy nie mógłbym nic zrobić. Dobrze o tym wiesz.
- Gdybyś częściej używał rozumu niż siły, nie miałbyś tylu wrogów- odparła, na co mężczyzna się zaśmiał.
- Ale to właśnie siła i strach sprawiały, że wielcy królowie utrzymywali władzę nad swymi ziemiami.
- Każde imperium kiedyś upada. Historia nie kłamie. Niestety, ludzie nie potrafią uczyć się na błędach przodków.
Zanim zdążyła powiedzieć coś jeszcze, drzwi komnaty otworzyły się i ich oczom ukazał się młody chłopak o złotej czuprynie, z plecakiem na plecach i telefonem komórkowym w ręce.
- Odpuść Blaise, na pewno się nie zgodzi...- urwał na widok brunetki, a gdy zauważył kto z nią jest, jego wzrok skierował się na kafelki podłogowe.
- Wybacz panie, nie wiedziałem....
- Nie przejmuj się, Smoku. Już skończyliśmy- stwierdziła czarnowłosa, nie patrząc na ojca. Mężczyzna wstał i ruszył ku drzwiom. Zanim wyszedł zatrzymał się na progu i spojrzał na córkę.
- Temat skończony. Nie będziemy do niego wracać.
Po czym wyszedł.
- Rekordowe tempo- stwierdził blondyn, zerkając na dziewczynę. Cassandra prychnęła z irytacją. Podszedł do niej i mocno ją objął, a ona odwzajemniła uścisk.
- Cholernie mi ciebie brakowało- mruknęła mu do ucha.- Zabini i Nott też już są?
- Tak, ale nie mogli przyjść. Jakieś problemy, nic im nie mówią- dodał szybko, widząc jej minę.
- Przynajmniej wy wyrwiecie się z tego piekła. Szczęściarze.
Czarnowłosa odsunęła się od chłopaka. Na jej delikatnej twarzy malował się smutek. Gdyby nie warunki w których żyła, z pewnością byłaby uważana za chodzącą piękność. Miała duże, szare oczy otoczone wachlarzem długich, czarnych rzęs. Pełne usta. Gęste, jedwabne włosy opadające kaskadą na zawsze wyprostowane plecy. Ruchy zawsze były pełne gracji, poruszała się jak kot - cicho i zwinnie. Ale tu nie zwracano na to uwagi. Liczyło się tylko to, w jakim czasie zabijesz przeciwnika. Jednakże całe to okrucieństwo nie wpływało na jej delikatne rysy, przy których niejednemu chłopakowi miękły kolana.
- Chcieli się jutro spotkać- powiedział blondyn, a Cassandra uśmiechnęła się. Wieczory z przyjaciółmi zawsze zabawnie się kończyły, szczególnie gdy chłopcy przedobrzyli z Ognistą Whisky.
- Jestem za- odparła, mierzwiąc przyjacielowi włosy, na co ten odpowiedział głośnym śmiechem. Zanim jednak coś powiedział, rozdzwoniła się jego komórka. Niechętnie spojrzał kto dzwoni.
- Mama- oznajmił, momentalnie poważniejąc. Narcyza Malfoy rzadko używała nowoczesnych wynalazków mugoli, a gdy już to robiła, musiało chodzić o coś ważnego.
- Idź, rozumiem.
- Cass...- nie dokończył, widząc spojrzenie przyjaciółki. Przez chwilę czuli się jak dwójka normalnych nastolatków. Ale trzeba było wrócić do normalności.
- Spotkamy się jutro. U Teo- oznajmiła, próbując ukryć smutek. Oni wyjadą do Hogwartu, a ona znowu zostanie sama i będzie wyczekiwać świąt. Znowu będzie siedzieć w tym wielkim domu, nie czując niczyjej bliskości. Znowu...
- Hej, nie płacz- wyszeptał, przyciągając ją do siebie. Nawet nie poczuła łez spływających po policzkach. Przylgnęła do Draco, jak to zawsze robiła w dzieciństwie. Jakby mógł ją obronić przed złem całego świata.
- Będzie dobrze. Zobaczysz- szepnął jej do ucha, po czym szybkim krokiem opuścił pokój. Z cichym szlochem usiadła na ziemi. Została sama.

***

- Nie może znowu być sama w domu, kiedy my będziemy w Hogwarcie!- wybuchnął Blaise, tracąc panowanie nad sobą.- Pamiętacie, co się stało w zeszłym roku? Co on jej zrobił...
- Wystarczy, Diable- uciszył przyjaciela Draco. Siedzieli obaj na łóżku blondyna który, trzymał w ręce do połowy opróżnioną szklankę Ognistej. Zawsze pił najwięcej. Siedzący naprzeciwko nich Teodor miał nieobecne spojrzenie. Zmarszczone czoło wskazywało, że intensywnie nad czymś myślał. Jasnowłosy pomachał mu ręką przed oczami.- Ziemia do Teo!
Czarnooki zamrugał gwałtownie, po czym przeniósł wzrok na przyjaciół. Zwykle niewiele mówił i był dosyć skryty, ale przy nich nigdy nie musiał udawać. To samo tyczyło się Cassandry. Zawsze pojawiali się w czwórkę, trzymali się razem niezależnie od sytuacji. A po wydarzeniach z zeszłego roku....Nie mogli jej tak zostawić.
- Wybaczcie. Po prostu myślałem czy jest coś, co moglibyśmy zrobić- odparł cicho. Odpowiedzieli mu długim westchnieniem. Nie po raz pierwszy zastanawiali się, co zrobić żeby Cass pojechała do Hogwartu, ale każda próba kończyła się fiaskiem. Tym razem musiało być inaczej.
- Nie ty jeden, Nott. Podaj szklankę, Smoku- mruknął Zabini, wyciągając rękę do Malfoya. Ten jeden pokręcił przecząco głową.
- Powinniśmy już iść. Nie możemy ich ignorować całą wieczność- powiedział, a w jego głosie słychać było zmęczenie. Matka kazała mu sprowadzić przyjaciół i czekać na wezwanie. I, jakby czytając mu w myślach, gdy tylko wstali rozległo się wołanie:
- Chłopcy, chodźcie proszę!
Przyjaciele spojrzeli po sobie, po czym ruszyli w stronę schodów. Malfoy Manor była sporych rozmiarów, Draco wiedział, że nie zna wszystkich pomieszczeń. Teraz jednak kierowali się w stronę dużego, elegancko urządzonego salonu. Nie spodziewali się, że oprócz matki blondyna spotkają tam również panią Zabini i ciotkę Teodora - Eleonorę.
- Musimy poważnie porozmawiać- oznajmiła Narcyza.- Chcemy pomóc Cassandrze dostać się do Hogwartu.
Piętnastolatkowie spojrzeli po sobie w milczeniu. Żaden z nich w życiu nie uwierzyłby w to, co usłyszał później.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Hej, tam!

A oto rozdział pierwszy! Jestem z niego zadowolona, choć nie jest najdłuższy. Ale ocena należy do Was.
Powodzenia jutro, w końcu poniedziałek. xD

Mona ;)

czwartek, 25 września 2014

Prolog - Miecz przeznaczenia ma dwa ostrza. Jednym jesteś ty.

Człowiek czasem zastanawia się, co robi na tym świecie. Szuka sensu w życiu, niestety, bez efektów. Próbuje odpowiedzieć na nurtujące go pytania: czy istnieje coś takiego jak przeznaczenie? Czy ktoś z góry kieruje naszymi losami?
A jeśli tak, to czy jest coś, nad czym mamy władzę?

Nigdy nie wiedziałam czego tak naprawdę chcę, czego pragnę najbardziej na świecie. Nigdy niczego mi nie brakowało, przynajmniej według powszechnej opinii. Mimo to...czułam dziwną pustkę w sercu, wiedziałam, że coś jest nie tak. Że nie tak powinnam żyć.
Dzieci śmierciożerców nigdy nie miały łatwo. Często były bite, okrutnie karane. Wymagano od nich bezwzględności, choć były tylko dziećmi. Istotami, których dusze nie powinny być skalane przez zło.

A jednak tak się działo.

Mimo to inaczej jest być dzieckiem zwykłego śmierciożercy, a inaczej córką drugiego najpotężniejszego czarodzieja na ziemi. I z pewnością najokrutniejszego. Samego Lorda Voldemorta.

Dopiero gdy ich spotkałam, zrozumiałam, że może być inaczej. Że mogę zrobić coś dobrego. Pomóc, tak naprawdę. Dracon nigdy mi nie wierzył, gdy mówiłam, że czeka go lepsze życie. Że odnajdzie prawdziwą miłość. Twierdził, że to niemożliwe.
A potem to się stało. Nie potrzebowaliśmy dużo czasu, by zrozumieć, że
w głębi serca coś nas łączy. Że jesteśmy do siebie podobni. Wszyscy.
Wtedy zrozumiałam, co muszę zrobić. Coś, czego żadne dziecko nigdy nie powinno pragnąć, bo samo wypowiedzenie tego budziło odrazę. Wiedziałam jednak, że to jest moje przeznaczenie.

Muszę powstrzymać swojego ojca. Za wszelką cenę.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Witajcie!

Prolog wreszcie się pojawił. Może nie jest najlepszy, ale mi się podoba. 
Właściwie wyraża to, co aktualnie czuję. W pewnym sensie, oczywiście.
Miałam sporą przerwę w pisaniu, ale mam nadzieję, że moje opowiadanie przypadnie Wam do gustu. 
Czekam na komentarze!

Pozdrawiam i życzę przyjemnego weekendu,

Ness :)